Falcoln i Lilien

Promienie słońca odbijały się w szybie samochodu stojącego na brzegu rzeki. Właściciel widocznie był gdzieś niedaleko, bo zostawił uchylone okno. Wkrótce z lasu obok wyszło dwoje młodych ludzi, niosąc na rękach stos gałęzi.

 -Myślę, że na dziś tego starczy. Noc ma być ciepła, więc ogniska długo palić nie będziemy. Zresztą mamy śpiwory – powiedział ciemnowłosy chłopak, o stalowych oczach.

-Spędzimy tu trzy dni? – upewniła się dziewczyna, odgarniając włosy z czoła. Miała cudowne, wręcz boskie usta; pełne i kuszące.

-Dwa dni, kochanie. Ten już niedługo się kończy więc… Chyba że chcesz jakoś spożytkować noc-ostatnie zdanie powiedział takim tonem, że dziewczyną wstrząsnęły bardzo realne dreszcze.

-Falcoln…

-Tak, tak, wiem – uśmiechnął się uspokajająco i przytulił ją -Rozmawialiśmy już o tym. Nie zrobię niczego, czego nie będziesz chciała.

-Jesteś kochany – pocałowała go lekko w policzek i natychmiast spłoszona cofnęła się gwałtownie.

-I zaradny, skarbie – dodał, puszczając jej oko -Namiot się jakoś sam rozłożył, ale walizki czekają na rozpakowanie.-Z ironicznym uśmiechem tworzył bagażnik i wyjął bagaże.

-Powodzenia. Może potem cię jakoś nagrodzę za trudną pracę.

-Szowinista!-Nie, moja kochana. Równouprawnienie – smirk rozjaśnił jego twarz, gdy pomachał jej ręką i ruszył wzdłuż rzeki, która płynęła kilkanaście metrów dalej.

-Ty nie jesteś szowinistą, Falcoln. Ty jesteś pieprzonym szowinistą! -krzyknęła za nim.

* * *

Trzy godziny później, gdy słońce już dawno zaszło, a księżyc zakryły chmury, Lilien daleka była od stwierdzenia, że Falcoln jest szowinistą. Na maleńkiej plaży rozłożył koc, rozlał wino i puścił z radia cichą, spokojną muzykę. Oparła się na jego ramieniu, a on objął ją i przytulił, dotykając wargami jej miękkich włosów i wdychając ich świeży zapach.

-Wiesz, że nigdy cię nie skrzywdzę-szepnął jej do ucha. – Nie potrafiłbym. Jesteś dla mnie wszystkim… Więcej niż wszystkim…

-Falcoln… czy ty chcesz mnie uwieść? To wino, muzyka…

-Nie, Lilien – uśmiechnął się, a jego stalowe oczy rozbłysły. -Nie chcę cię uwieść. Ty mnie tak zaczarowałaś, że jesteś dla mnie święta. Nawet nie wiesz, jaką masz nade mną władzę.

-Władzę? – zapytała, odwracają się i patrząc na niego.

-Tak, kochanie, władzę. Przy tobie nie czuje się sobą… Niewolnik zmysłów.

-Falcoln… ja… Przecież ja nawet nie jestem ładna! – powiedziała zupełnie bez związku.

-Cii… chodź ze mną-pociagnął ją za rękę i zaprowadził na brzeg. Stanął za nią i spojrzał na ich odbicie w tafli wody. – Popatrz – powiedział, ujmując ją za brodę i kierując wzrok na odbicie. – Jesteś piękna. Masz cudowne oczy, usta, nos. Jesteś śliczna, nie widzisz tego?

-Nie. Mam długi nos, skośne oczy i za duże usta.

-Są odpowiednie… doskonałe do całowania.

-Jakoś nie mogę w to uwierzyć – prychnęła i odwróciła się. Falcoln jednak trzymał ją w silnym uścisku.

-Puść mnie.

-Najpierw ci coś udowodnię – powiedział i nachylił się nad jej ustami. Przez chwilę czuła na twarzy jego oddech, a potem ciepłe wargi dotknęły jej własnych, najpierw delikatnie, jakby sam opanowywał swoje emocje. Dłońmi gładził jej policzki i pocałował bardziej gwałtownie, stanowczo, lekko przygryzając jej wargę. Poddała mu się bez słowa sprzeciwu, a wszelkie obawy zniknęły w jednej chwili. Otworzyła usta, gotowa na przyjęcie jego szalonego języka, a gdy go poczuła cicho jęknęła i zarzuciwszy mu ręce na szyję, przysunęła się bliżej. Pocałunki stawały się coraz częstsze, coraz bardziej namiętne, kuszące, a usta Falcolna obiecywały, że za nimi kryje się coś więcej… Znacznie więcej. Odsunęli się od siebie i popatrzyli głęboko w oczy.

-Nadal uważasz, że nie jesteś piękna?

-Usta to nie wszystko-uśmiechnęła się lekko.

-Nie… Mam udowodnić resztę? – zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. Powoli położył dłonie na jej ramionach i zaczął masować je poprzez materiał.

-Falcoln, chodźmy już spać, proszę-szepnęła, ale ciepło jego rąk zaczęło wręcz parzyć. Przyjemnie parzyć. Spojrzał na nią.

-Nie. Jeszcze nie. Obiecuję, że nie zrobię nic wbrew twej woli. Pozwól mi tylko pokazać, jak bardzo jesteś piękna i pociągająca.Położył dłoń na jej brzuchu i zaczął przesuwać ją w górę, zataczając palcami przeróżne wzory. Oddech Lilien stał się urywany i bardzo szybki. Przez chwilę bawił się guzikami jej bluzki i odpiął je po kolei, wpatrując się w ich odbicie w wodzie. -Nie bój się – szepnął jej do ucha. Zsunął z jej ramion bluzkę, która spadła na ziemię. Delikatnie pocałował jej kark, przesuwając palcami wzdłuż kręgosłupa i wydobywając z niej ciche jęknięcie. Poczuł jak zesztywniała, przestraszona jego ruchem, a może przede wszystkim, własnymi rekcjami, na to co z nią robił. Ramiączka stanika, a potem on sam zostały zdjęte i rzucone na trawę.Czuła ciepło jego napierającego ciała. Czuła, jak bardzo był podniecony. Podniecony nią.Rozpiął jej spodnie, które spadły na ziemię. Skierował jej twarz w stronę odbicia w wodzie i rzekł:

-Popatrz na siebie.- Odwróciła wzrok, ale Falcoln był nieubłagany.- Popatrz.

Spojrzała i zadrżała pod wpływem ujrzanego obrazu. Patrzyła na nią dziewczyna, o cudownych ustach, ślicznym, małym nosku, pięknych, płonących oczach, pełnych piersiach, smukłych, długich nogach i delikatnej skórze. Ona.

-Jesteś piękna, Lilien. Jesteś moja.

* * *

Obudziła się rano, wtulona w czyjeś mocne, ciepłe ramiona. Na szyi czuła gorący oddech. Otworzyła oczy. Oni chyba nie…? Poruszyła się gwałtownie. Falcoln mruknął coś przez sen i jeszcze bardziej ją do siebie przytulił. Nie, nie kochali się. Odetchnęła z ulgą, choć właściwie trochę tego żałowała. Gdzieś na dnie jej duszy kryło się maleńkie rozczarowanie.

-Kochanie… kochanie, puść mnie-szepnęła i potrząsnęła jego ramieniem. Zamruczał jak kot i otworzył jedno oko, patrząc na nią badawczo. Przez chwilę myślała, że rozbiera ją wzrokiem, ale to uczucie szybko minęło.

-Dzień dobry, skarbie-powiedział i pocałował ją namiętnie w usta, przyciskając do poduszki.

-Mam nadzieję, że miło się spało.

-Cudownie-odpowiedziała.

– Mówiłeś przez sen-dodała z wyrzutem, ale na ustach czaił się uśmiech.

-Mówiłem?-Taaaak… Coś o motylach.

-O czym?! – Żartowałam – teraz to ona go pocałowała.

-Milczałeś jak grób. Idę zrobić coś do jedzenia. Na co masz ochotę? – zapytała.

-Na ciebie – odpowiedział tak zmysłowym tonem, że zadrżała.

-Myślałam o czymś bardziej… konkretnym – powiedziała i wyswobodziła się z jego objęć. Dopiero po chwili dotarło do niej, że stoi przed nim prawie naga, okryta jedynie cienką, cieniutką koszulą nocną.

-Och… ja też-mruknął i pociągnął ją z powrotem na materac.

* * *

Z namiotu wyszli dopiero kilka minut później, gdy Falcolnowi zabrakło oddechu. Przez ten czas skutecznie znęcał się nad Lilien, łaskocząc ją, co sprawiało, że okolica dookoła przebrzmiewała jej krzykami zmieszanymi ze śmiechem.

-Dawno się tak nie bawiłem-powiedział na wydechu, spoglądając w jej stronę i uśmiechając się.-Czuje się kilka lat młodszy.

-Nie przesadzaj, kochanie-zaśmiała się.

-Nie jesteśmy jeszcze tacy starzy.

-Już czuję trzydziestkę na plecach-mruknął z udawanym smutkiem. – Nim się obejrzę, będę starym dziadkiem z gromadką wnuków.

-Trochę ci brakuje do trzydziestki-uniosła lekko brew.

-Siedem lat, jeśli dobrze liczę. I jakoś nie wyobrażam sobie ciebie, otoczonego małymi dziećmi.

-Masz małą wyobraźnię, kochanie.

-Czasami, aż za dużą – odparła i zarumieniła się.

-Nie wierzę. Jesteś za grzeczna – prowokował, przysuwając się bliżej i ujmując jej dłoń.-Taka osoba jak ty, nie może mieć kosmatych myśli.

-Skąd wiesz, że mam? – zapytała natychmiast i tym samym się wydała. Rumieniec jeszcze bardziej się powiększył.

-Bo wiem-odparł i pocałował ją w usta. -Po prostu wiem. Resztę dnia spędzili na kąpieli w rzece, spacerach po lesie, rozmowach… Falcoln nie naciskał na nią, ale Lilien w głębi siebie wiedziała, że chciałby się z nią już kochać. Ona też tego chciała, ale…No właśnie, było pewne ale. Nie chodziło tu o kwestię tego, czy jest gotowa na podjęcie tego kroku. Nie chodziło o to, że się lękała bólu. Bała się, że po tym, jak on się z nią prześpi, jak już ją zdobędzie… że Falcoln zniknie. Ta obawa towarzyszyła jej od dawna, ale teraz gdy praktycznie była pewna, do czego on zmierza, to uczucie się nasiliło. Kochała go, tak bardzo go kochała, że była gotowa zrobić dla niego dosłownie wszystko. Wiedziała, że on też ma swoje potrzeby, że jest młodym mężczyzną, który jej pragnie. Leżąc na materacu myślała o tym, że Falcoln jest tuż obok; wystarczyło tylko odsunąć moskitierę…

-Lilien? Co ty tu robisz?-zapytał rozbudzony. Wtuliła się w niego, a on pocałował ją delikatnie. Jego dłoń leniwie zsunęła się wzdłuż kręgosłupa, zatrzymując się dopiero na biodrze.

-Miałam… zły sen…-powiedziała i oddała mu pocałunek. Jego ciepły, szalony język przesunął się po jej podniebieniu. Nasunął się na nią i poczuła, jak jego męskość wbija jej się w brzuch. Całował ją po szyi, karku, ramionach, a po chwili wsunął swoje kolana pomiędzy jej nogi i jednym ruchem je rozsunął.W odpowiedzi położyła dłoń na pasku spodni i makabrycznie powolnym ruchem zaczęła zsuwać ją coraz niżej. Jęknął.

-To szaleństwo – szepnął jej do ucha.

-Wiem… ale ja tego chcę. Naprawdę, Falcoln… Chcę tego. A ty nie?

-Przecież wiesz…- wychrypiał podniecony, gdy jego spodnie opadły na ziemię. Przesunęła dłonią po jego podbrzuszu. Językiem bawiła się w zagłębieniu jego szyi, potem klatki piersiowej. Nachyliła się i zaczęła całować go po brzuchu, przesuwając palcami wzdłuż ud. Gdy tylko przesunęła się wyżej i dotknęła jego ust, on przejął inicjatywę. Złapał jej język w swoich ustach i zaczął lekko ssać. Rękami obejmował jej ramiona.

-Lubię, kiedy jesteś taka-powiedział po chwili, odrywając się od niej na moment. -Bardzo lubię.

-Kiedy jestem jaka? – zapytała, gdy dłoń chłopaka pieszczotliwie gładziła jej płaski brzuch.

-Taka bezbronna.-Powoli ściągnął z niej bluzkę i mruknął z zadowolenia. Nie miała nic pod spodem. Rozpięła mu koszulę do końca i poczuła jak jego pierś unosi się i opada w szybkim tempie, jak z każdą chwilą narasta jego podniecenie jej ciałem. Czuł ją każdym swoim zmysłem, każdym nerwem…Zaczął całować jej jedną pierś, piszcząc jednocześnie drugą swoimi palcami. Jęknęła cicho, wyrażając aprobatę do tego, co z nią robił. Wsunęła dłonie w jego włosy, lekko ją popychając w dół, jakby chciała pokazać, ze tam też może ją całować. Nie minęła chwila spodenki od jej piżamy wylądowały na materacu obok, a ona sama leżała pod nim całkowicie naga. Przesunął językiem wokół jej pępka, a dłonią gładził uda, ich zewnętrzną stronę, by po chwili położyć dłoń na jej podbrzuszu i zsunąć na dół, pieszcząc miękką skórę. Czuł, że rozchodzące się w jej wnętrzu gorąco, koncertuje się w samym centrum jej kobiecości. Chciał ją tam całować, chciał dać jej tę odrobinę rozkoszy, o której sam niejednokrotnie marzył. Nie był jednak pewien, czy Lilien się to spodoba…. Podniósł głowę i spojrzał na nią. Była taka piękną w swoim pożądaniu i podnieceniu. Oczy jej błyszczały, gdy wpatrywała się w niego z oczekiwaniem.

-Falcoln…

Musnął językiem gorącą skórę jej brzucha, a palcami przesunął po wilgotnej łechtaczce. Lilien jęknęła, ale wysunęła biodra do przodu. Chłopak nie potrzebował większej zachęty. Wsunął w nią język, poznając jej subtelny, ale i zmysłowy smak, a dłonie położył na piersiach, drażniąc delikatnie sutki. Czuła jak porusza szybko językiem i sprawiało jej to olbrzymią przyjemność, ale czegoś tu brakowało. Dopiero gdy spojrzał w jej oczy z bezbrzeżnym uczuciem miłości poczuła, że to właśnie to. Wsuwał i wysuwał język z jej wnętrza coraz szybciej, poruszał nim w tak rozkoszny sposób, że z trudem zdusiła jęk. Przez chwilę objął ustami łechtaczkę, aż Lilien z rozkoszy zacisnęła swoje dłonie na jego rękach, wbijając palce w przeguby niemal do bólu, ale jemu to w ogóle nie przeszkadzało. Dziewczyna szlochała, jęczała i krzyczała jego imię, błagając o więcej i więcej, a Falcoln z rozkoszą całował jej cudownie wilgotną i ciepłą kobiecość, aż doprowadził ją do wysokiego i przeszywającego krzyku spełnienia. Sam był dosyć silnie podniecony, ale nie odczuwał potrzeby rozładowania swojego napięcia erotycznego. Wystarczało mu, że przed chwilą dał jej odrobinę rozkoszy, która jemu samemu sprawiła ogromną przyjemność.

-Falcoln, Falcoln…-powtarzała jeszcze długi czas po tym, jak wszystkie emocje opadły. Przytuliła się do niego.-Kocham cię, wiesz? Zawsze chcę być przy tobie. Zasypiać i budzić się na twojej piersi, czuć, że jesteś obok i że mnie wspierasz w każdej chwili.

-Kochanie… Wiem – pocałował ją delikatnie.-Też cię kocham i nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Jesteś wszystkim, co mam… Obiecaj, że mnie nie opuścisz.

-Falcoln, przecież nie mogłabym-nasunęła się na niego i ugryzła lekko w szyję. Ręką przesunęła po jego klatce piersiowej.

-Czyżby?-zapytał, unosząc jedną brew.

-Nie wierzysz mi?-ręka zeszła niżej, gładząc teraz ciepłą skórę wokół pępka. Falcoln jęknął, ale spojrzał jej w oczy i dopowiedział:

-Nie. Chyba musisz mnie przekonać.

-Mhh… Tylko jak?

-Liczę na twoją inwencję twórczą, Lilien. Jako artystka…

-Co sztuka ma wspólnego z seksem?-zapytała zdziwiona, pochylając się nad nim tak, że czuła każdy drgający mięsień jego ciała.

-Mam nadzieję, że mi pokażesz-mrugnął znacząco.Pocałowała jego brzuch, a chłopak zanurzył w jej włosach dłoń, pieszcząc ją delikatnie. Dziewczyna musnęła palcami jego krocze i Falcolnowi lekko zakręciło się w głowie. Lilien usłyszała głośny jęk i powtórzyła pieszczotę.

-Ledwie mogę znieść jej dotyk, a ona chce mnie całować-, pomyślał, ale za chwilę został uwolniony od tak wzniosłego procesu psychicznego, jakim jest myślenie, bo zaczęła całować jego uda. Kiedy przesunęła palcami po jądrach chłopaka i zaczęła masować łagodnie jego członka, Falcoln krzyknął i wsunął w jej włosy drugą dłoń, zaciskając na nich mocno palce. Dziewczyna zachęcona jego reakcjami, bezceremonialnie wzięła do ust twardą główkę i zaczęła delikatnie ssać. Ten zawrót głowy był dużo silniejszy od poprzedniego i chłopak przestał się zupełnie kontrolować. Odruchowo przycisnął ją mocniej, ale Lilien to nie przeszkadzało. Ze zdziwieniem zauważyła, że jego podniecenie jeszcze się zwiększyło. Teraz całowała go i ssała bardziej gwałtownie, delikatnie pieszcząc dłonią wrażliwą mosznę. Falcoln nie mógł uwierzyć, że można odczuwać coś takiego. Było zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy ją pieścił. I choć też odczuwał dużą przyjemność, teraz było o wiele lepiej. Nie był w stanie nic poradzić na własne reakcje. Wił się, krzyczał i błagał o więcej, gdy jego ciało trawiła gorączka rozkoszy. Jego orgazm był tak silny, że pociemniało mu w oczach i omal nie stracił przytomności. Lilien wcale nie próbowała się od niego odsunąć, kiedy poczuła, że chłopak jest bliski spełniania. Połknęła dokładnie całe jego nasienie i właśnie w tej chwili, kiedy chłopak szczytował, zrozumiała, że jest w nim po uszy zakochana. Całą, kilkunastominutową wieczność później, gdy znów był w stanie oddychać, a jego kości przestały przypominać galaretę, doszedł do wniosku, że karygodnie zaniedbał swoją dziewczynę, która cały czas obserwowała go spod wpół przymkniętych powiek.

-Nie ma to, jak dobry seks po wyznaniu miłości. -Zaśmiał się.

-Pieprzony szowinista-powiedziała i pocałowała go na dobranoc.

Falcoln jednak spać nie zamierzał. Nie teraz, gdy był już zupełnie pewny, że jeśli zaproponuje jej pójście na całość, Lilien z pewnością się zgodzi…

Zostań i sprawdź
gorące profile

Ponad 500 000 zweryfikowanych użytkowników szukających gorących przygód

Zobacz więcej opowiadań

Nocny ekspres i jego fetysz stóp

Nocny ekspres i jego fetysz stóp

Nocny ekspres i jego fetysz stóp Miarowy stukot kół z głuchym metalicznym łoskotem płynnie rozprzestrzeniał się po wnętrzu wagonu. W czwartym przedziale licząc od końca pociągu, pochylony nad gazetą siedział mężczyzna w wieku około lat 30, brunet. Jego łagodne...

Przygoda z koleżanką

Przygoda z koleżanką

Przygoda z koleżanką Miała na imię ”A”, była koleżanką z roku na studiach. Czarna, wysoka a co najważniejsze starsza ode mnie o dwa lata dziewczyna o nieprzeciętnej wręcz urodzie była obiektem westchnięć wszystkich facetów na roku. Przyglądając się jej zgrabnym...

Spotkanie po latach

Spotkanie po latach

Spotkanie po latach Po kilku tygodniach niecierpliwego oczekiwania na odjazdowe party w najlepszym klubie w mieście w końcu nadszedł ten dzień. Jestem dość towarzyski, lubię kobiety, potrafię zbajerować panienkę skutecznie i każda impreza jest okazją do zawarcia...

Igraszki ze studentkami

Igraszki ze studentkami

Igraszki ze studentkami Poszedłem ostatnio na podryw panienek w barze, by je potem zerżnąć w hotelowym pokoju na godziny. Tak zawsze mam na myśli liczbę mnogą. Tamtej nocy wszystko zaczynało się niewinnie, egzotyczne drinki, muzyka sprawiająca, że ciało samo chce się...

Układ prawie idealny

Układ prawie idealny

Układ prawie idealny Jak to jest kiedy czujesz nad facetem ogromną władzę i wiesz, że on boi się ciebie tak bardzo, że jest skłonny publicznie dać dyla? Byłam z kimś takim. Nasz związek opierał się w gruncie rzeczy na czystym i wyuzdanym seksie. Bzykanie uprawialiśmy...